Podsumowanie sezonu 2019
Dodane przez Boss dnia Grudzień 04 2019 22:34:18
Zapraszamy Was na najważniejsze w roku podsumowanie - podsumowanie minionego właśnie sezonu objazdowego 2019 w Polsce. Mniej lub bardziej subiektywne, ale zawsze ukazujące przekrój najważniejszych wydarzeń, sukcesów i porażek, dobrych i złych programów. A więc zaczynamy!

Z jednej strony każdy sezon jest inny, z drugiej, zmiany trwają niekiedy latami i ciężko je zauważyć na przestrzeni dwóch, trzech lat. Ten sezon miał trochę z tego pierwszego i trochę z tego drugiego. Dlaczego tak? Już wyjaśniamy.

Ciężko nie odnieść wrażenia, że sezon 2019 powraca do tych dawno minionych, np. lat 2004 - 2007 kiedy to prym wiódł jeden największy i najsłynniejszy cyrk - "Zalewski", a oprócz niego po kraju jeździło trochę dobrych i trochę słabych cyrków. A to wszystko za sprawą tego, że niezaprzeczalnie tegoroczny program Cyrku Zalewski znokautował wszelką konkurencję. Latające trapezy, jakie one by nie były, czy słabsze, czy mocniejsze, to jest coś na co stać tylko nielicznych, zwłaszcza w Polsce. Numer grupowy, akrobatyczny, dynamiczny, czyli wszystko czego potrzeba do wielkiego show. Kolejnym bardzo mocnym punktem programu, o ile nie najmocniejszym - był Klaun Tonito. Klaun, któremu nie jest wszystko jedno - dopasowuje poziom humoru do odbiorców, szczelnie "łata" wszelkie dłuższe przerwy w programie, znakomicie improwizuje, nigdy nie wychodzi z roli, jest po prostu arcy perfekcyjnym artystą jakich dziś coraz mniej! Jego numer w duecie ze Stefanią to również przykład wzorcowego wyjścia na arenę. I właśnie dlatego "Zalewski" tego roku zaskoczył, zachwycił i utwierdził w przekonaniu, że jest po prostu najlepszy. Słabo wypadały pokazy zwierząt, ale dobrze, że one były i za to też wielkie brawa należą się dyrekcji.

Bardzo ładne programy pod względem oprawy, prezencji, ułożenia zaprezentowały oczywiście cyrki "Arena" i "Korona". Nie da się ukryć, że stały na nieco innym poziomie niż ten "Zalewskiego", ale gusta i guściki Polaków od lat pokazują, że u nas bardziej niż cyrk z Monte Carlo, sprawdza się po prostu "polski" cyrk. Niemniej - było na czym oko zawiesić. Ssnake, Inka, koło śmierci, Duo Fantasy, Mr Chap, psy border colie, Duo Jednoróg dawali, mówiąc kolokwialnie, czadu. "Korona" poszła w bajki i choć na początku sezonu odbiór programu w tym stylu był różny, to z biegiem czasu coraz więcej osób się do niego przekonywało. Rzecz jasna, wizyta w obydwu tych cyrkach nie była czasem straconym.

Warto wspomnieć także o Cyrku Wictoria, który na jubileusz 5-lecia istnienia zaprezentował najlepszy w swoim wydaniu program. Najlepszy, bo kompletny - bez kiczowatego klauna i słabej akrobatyki. Za to z bardzo efektownymi LEDowymi hula-hopami, świetnym młodym komikiem, bardzo fajnymi pokazami psów oraz akrobatyką napowietrzną na wysokim poziomie. Całości dopełniło nowe oświetlenie.

Wyróżnić należy także Cyrk Safari. Za co? A no przede wszystkim za różnorodne pokazy zwierząt. Były wielbłądy, konie, kuce, psy, gołębie, koty. Uwierzcie, że widzowie naprawdę, widząc wychodzące na arenie urocze kuce albo majestatyczne wielbłądy, otwierali oczy i buzię z wrażenia. I to jest to. Dyrekcja nie myśli o zmniejszaniu swojego zwierzyńca, bo po co?

Cała reszta, może poza "Juremixem", "Imperialem" i "Europą" - pokazała sztukę bardzo niskich lotów - kicz, dno, żeby nie powiedzieć gorzej. I tak jest od lat. Wizyta w takich cyrkach zawsze okazywała się nie tylko straconym czasem, ale przede wszystkim pieniądzem. Bo gdy widzi się dwóch, czy trzech artystów na arenie w ciągu 1,5 godzinnego programu z przerwą, to to woła o pomstę do nieba. Tacy ludzie jeżdżą tylko dla czystego zysku - chcą jak najmniej włożyć, a jak najwięcej wyciągnąć z biznesu, a niektórzy do tego jeszcze myślą, że mają cyrk na poziomie. Cyrk na poziomie, który jeździ po wsiach i przysiółkach, nie obrażając oczywiście mieszkańców tychże miejsc. Więcej rozpisywać się na ten temat nie warto. To co najwyżej jest parodia cyrku, a nie cyrk, dlatego najprostszą metodą jest nie chodzić do takich miejsc.

Tego roku, już drugi sezon z rzędu, szczyty atrakcji programowych zdominowały bajkowe i baśniowe postacie - niestety. Dlaczego niestety? Bo to nie jest cyrk ani numer cyrkowy. To jest element teatru, rewii, jakiegoś show, ale nie element sztuki cyrkowej. Taka jest ocena z punktu widzenia artystycznego, bo z punktu widzenia finansowego to bardzo dobry pomysł, o czym więcej później.

W tym wszystkim nie możemy zapomnieć o warszawskim Festiwalu, na który też można spojrzeć dwojako. Z "polskiego" punktu widzenia była to wspaniała impreza, rodzina Zalewskich po raz kolejny pokazała, że można zrobić cyrk prawdziwy, cyrk z rozmachem i ze stylem. Do tego obecność gwiazdy takiej rangi jak Crazy Wilson, choć już nie w szczytowej formie, dodała całemu Festiwalowi splendoru. Oczywiście wszystko zależy od tego na jakim tle się wypada i na tle innych imprez europejskich, tegoroczna edycja warszawskiego Festiwalu wyróżniała się słabo, ale nie wszystko musi być jak Massy, czy Budapeszt, nie mówiąc już o Monte Carlo. Generalnie - nie było źle, a wręcz przeciwnie - Festiwal w Warszawie to dla wielu jak wizyta u starych dobrych przyjaciół i niech tak pozostanie.

Tyle o poziomie w sezonie 2019. Cyrk Zalewski go zawyżył, inne cyrki "poskromiły" i finalnie wyszło jak zawsze na zero. Było na czym oko zawiesić, w Polsce gościło całkiem sporo dobrych artystów, przy odrobinie wysiłku można było zobaczyć całkiem dobre show.

A jak z frekwencją na widowniach? Tutaj z kolei wszystkich znokautowała "Korona". Psi patrol przyciągnął tylu widzów, że praktycznie przez cały sezon namiot pękał w szwach i bez wątpienia show "Korony" spośród wszystkich innych programów, obejrzało najwięcej widzów. Źle nie było też w Cyrku Wictoria. Cyrk Zalewski miał wzloty i spadki, może trochę gorzej niż w roku 2018, ale nie tak tragicznie. Dosyć słabo było w "Arenie" i mieszanie w "Safari". Małe cyrki cieszyły się z 300 ludzi pod namiotem.

Okazało się też, że "powtórzona" atrakcja na materiałach reklamowych drugi raz nie przyciągała tylu widzów. Drugi sezon dinozaurów w "Zalewskim" nie do końca się sprawdził. To samo Masza i Niedźwiedź w "Wictorii" i Transformer w "Arenie". Nawet "Safari" jadąc ze swoim Psim Patrolem w miastach po "Koronie" nie zawsze miał porównywalny sukces. Tak więc jak się okazuje atrakcja typu bajkowe postacie, która w gruncie rzeczy nie jest żadną atrakcją, sprawdza się raczej na krótką metę.

W kwestii zwierząt w cyrkach w ogóle szkoda się wypowiadać - każdy wie jak jest, chociaż wcale nie jest tak najgorzej. Niektóre cyrki niepotrzebnie chowają głowę w piasek, chcąc nie mieć problemów, ograniczają liczbę zwierząt, chociaż i tak będą mieli problemy dopóki będą mieli chociaż jedną muchę w programie. Cyrki takie jak "Safari", czy nawet "Zalewski" pokazują, że jeżdżąc z niezmienną liczbą zwierząt nic takiego strasznego się nie dzieje. Niestety w tym sezonie znowu popularne było granie bez zwierząt w wybranych miastach, co trochę kłóci się z oficjalnym stanowiskiem cyrków polskich. Ktoś powie - "inaczej się nie dało". No nie do końca, bo jeżeli w jednym i tym samym mieście w sobotę gra się ze zwierzętami, a w niedzielę bez, to jednak pokazuje, że jest to dobrowolny wybór dyrekcji. Niektórzy mają parcie na "medialne" place, na których często trzeba stanąć bez zwierząt. No cóż - historia pokazuje, że nie zawsze się to opłaca, zieloni i tak przyjdą i tak zniszczą reklamę, a to, czy warto być wiernym swoim przekonaniom i w konsekwencji - samemu sobie, niech każdy odpowie sobie sam.

Cóż więcej można powiedzieć o sezonie, który właśnie minął. Nie zabrakło w nim klasycznych sytuacji, czyli cyrkowych kłótni, podjeżdżania, wyprzedzania konkurencji, walki na reklamę - standardowy krajobraz cyrku polskiego. Były też i piękne momenty, kiedy widzowie nie mieścili się pod namiotami, gdy żegnali artystów owacjami na stojąco, gdy prosili ich o fotografie i gdy włodarze niektórych miast wyrażali publiczne poparcie dla cyrków ze zwierzętami. Warto było uczestniczyć jako fan lub widz w tym sezonie? Naszym zdaniem - czasami mniej, czasami bardziej, ale wciąż warto.

Jaki będzie nowy sezon 2020? Zawsze zadajemy sobie to pytanie i zawsze stwierdzamy, że "inny, ciekawy, jakiego jeszcze nie było". Jest w tym trochę przesady, bo gdy pierwszy kurz po premierze opadnie, szybko okazuje się, że ktoś już odpadł z programu, że gdzieś znowu robią problemy cyrkowi ze zwierzętami, że frekwencja nie dopisuje, że jakiś namiot znowu się ubrudzi. Ale każdy sezon przynosi coś nowego, nowe tchnienie i tak też będzie w przyszłym roku. Już teraz możemy Wam powiedzieć, że co najmniej jeden 4-masztowy cyrk wyjedzie z zupełnie nowym namiotem, a może nawet i dwa 4-masztowe cyrki. Jeden z dwumasztowych cyrków wymieni namiot na namiot również dwumasztowy, bardzo dobrze znany polskim fanom od wielu, wielu lat. Być może pojawią się lwy, a z Cyrkiem Zalewski nie wszyscy artyści sezonu 2019 pożegnają się na zawsze. ;) Jedno jest pewne - już za równe dwa miesiące pierwsze informacje dotyczące daty premier i nowych programów w polskich cyrkach. Bądźcie z nami każdego dnia!